• Wpisów:68
  • Średnio co: 18 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 13:40
  • Licznik odwiedzin:1 732 / 1247 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Uwaga! Komunikat Chciałam Was uprzedzić, że przeprowadzam gruntowny remont na blogu metodą prób i błędów, więc przez kilka najbliższych dni będzie tu panował chaos. Za utrudnienia bardzo przepraszam. Jak skończę pracę nad tym bałaganem - napiszę o tym.
Praca będzie odbywała się z przerwami, ponieważ:
* Pracuję
* Nie zawsze mi się chce
* Kombinuję metodą prób i błędów
______________________________________
Pomijając powyższe... Strasznie za Nim tęsknię
 

 
Odpoczywam po jednym, aczkolwiek ciężkim dniu w pracy
Ten tydzień nie był wcale taki zły Czwartek i piątek miałam wolny, dzisiaj i jutro mam wolne Podejrzewam, że w tym tygodniu zostanę pewnie wymęczona Zauważyłam dziwną rzecz, a mianowicie zawsze po pracy bolą mnie nogi lub kręgosłup - NORMA, ale od kilku dni nogi mnie bolą koszmarnie wręcz, przez co nie mogę zasnąć do samego rana, bo ból nie mija. Na szczęście środki przeciwbólowe jeszcze dają jako tako radę. Wczoraj gdybym ich nie zażyła to pewnie oszalałabym z bólu...

Dziś mija tydzień odkąd ostatni raz się z Nim widziałam. Tęsknie za nim bardzo. Jest dla mnie takim oderwaniem od tej brudnej, szarej i fałszywej codzienności. Muszę zacząć znowu brać tabletki anty. Przestałam je brać jakiś czas temu, bo myślałam sobie - nie ma sensu, bo i tak widzimy się raz na 2 - 3 miesiące. Ale jednak chyba jest sens Nie chcę zajść w ciążę przypadkiem. To byłby mój gwóźdź do trumny. Ostatnio nie wytrzymałam i zrobiłam test. Mdliło mnie cały tydzień prawie, bałam się już, ale to głównie dlatego, że On mnie schizował i ten test był głównie dla Niego. Na szczęście wyszedł negatywny Teraz znowu jestem w stanie wyczekiwania wiadomo czego Ale wierzę w to, że i teraz skończy się to dobrze

Wczoraj serwery PokemonGo ruszyły Odpaliłam więc grę i idę w świat. Co się okazało? Miałam rację. U mnie na wsi nie ma Pokemonów. I w promieniu najbliższych 7 km też ich nie ma To tyle jeśli chodzi o tę grę
 

 
Zainstalowałam wczoraj wieczorem Pokemon Go xD z czystej ciekawości, bo mieszkam na wsi i ciekawa byłam czy znajdę coś tu. Ku mojemu zaskoczeniu znalazłam obok łóżka Bulbasaura xD Dzisiaj w pracy patrzyłam, czy mamy gdzieś obok pokemony, ale były tylko PokeStop'y A teraz? Teraz jak mam czas połazić to serwery gry padły, bo gra od dziś jest oficjalnie dostępna w Polsce

W czwartek i piątek była u mnie ogromna wichura. Myślałam, że Ziemia się wali Myślałam, że bociany zabiło, ale na szczęście przeżyły biedulki. Mocne stwory






  • awatar El mismo sol ♥: Tytuł twojego bloga przykuł moją uwagę :* TYD życiem <3 :* zapraszam do mnie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kupiłam sobie małego, fajnego netbooka. Zbierałam się w sobie na to, bo mój laptop umiera powoli... Jak będę miała kiedyś chęci i czas (chociaż bardziej chęci) to wyczyszczę to stare gówno (głównie ze swoich plików) i oddam ukochanemu♥ żeby w wolnym czasie go przywrócił do życia (o ile to w ogóle możliwe...)
W pracy daję z siebie wszystko, przez co nie mogę spać po nocach bo bolą mnie nogi. Dobrze, że dziś mam wolne, bo zasnęłam po 4 dopiero.

Zapisałam się na kolejny urlop oby doszedł do skutku. Celowo się zapisałam za 2 miesiące około. Nie chcę wszystkiego wykorzystać teraz. Jeśli się on urzeczywistni wiecie z kim go spędzę
 

 
Wczoraj wróciłam od Niego. Siedze właśnie na poboczu polnej drogi i wpatruje się w północny wschód z myślą że On jest tam, a ja tu... Na północnym wschodzie niebo czyste. Dzieli nas niespełna 350 kilometrów. Niby to nie dużo. Niestety moim skuterem tam nie dojade, bo pewnie skuter nie da rady... chociaż wystawiałam go nie raz na próbę i jeździłam około 150 km bez przerwy. Ale to nadal prawie 3 razy mniej niż w rzeczywistości. Na zachodzie burza.
Cholera minęło 30 godzin i 30 minut odkąd go ostatni raz widziałam, a tęsknię tak kurewsko mocno Ciemne chmury zakryja za chwilę całe niebo. Nie będę mogła już podziwiać mojego wymarzonego północnego wschodu. Kurwa tak bym chciała znaleźć tam prace i zamieszkać ozej Niego. Czuję że to moje miejsce na ziemii jest. Tutaj jestem tak strasznie samotna. Tam mam Jego i jego kumpli, ale przede wszystkim JEGO. Pokochałam Go tak bezinteresownie. Zaczyna padać, zmierzam powoli do domu. Co mam zrobić żeby los się w końcu do mnie uśmiechnął tak od ucha do ucha? Co mam zrobić żeby osiągnąć swój cel? Nie chce zepsuć tego wspólnym mieszkaniem ani żadnym pieprzonym małżeństwem. Chce tylko być gdzieś blisko. Czy to tak wiele?
 

 
Dzielą mnie od ukochanego ledwo zdążyłam na autobus pociąg miał poślizg ponad 15 minut. Ale dobiegłam prawie z zawałem ale dobiegłam już niedługo będziemy razem do zoba
 

 
No to dziś jadę do mojego ukochanego najlepsze jest to że mam wolne od pracy więc nie musze o 4 wstawać tak jak zwykle. Co za tym idzie? Nie będę aż tak bardzo zmęczona jak do niego dojade jeszcze pozostało mi tylko odebrać skuter od mechanika

Bardzo się ciesze, że już jutrzejszą noc spędzimy razem tak bardzo na to czekam.
 

 
Słyszę właśnie jadący pociąg. Może to głupie, Ale uwielbiam ten szum. I lubię sobie wtedy myśleć, że kazdy w tym pociągu gdzieś pędzi. Każdy w swoją stronę. Jedni blisko, inni gdzieś dalej. Najdalej stąd jadą pociągi do Olsztyna. Ciekawe czy są takie hardkorowe osoby, które jadą zwykłym pociągiem tak daleko. Zwykłym w sensie, że niepospiesznym, takim który zatrzymuje się na każdej stacji. Jeśli się nie mylę to taka jazda trwa około 8 godzin. Wydaje mi się długo. Do Niego jadę łącznie 5 godzin. No w sumie może 5,5 plus przesiadka i czas z nią związany. Jakby tak to wszystko zsumować to moja łączna podróż trwa około 6 godzin. Teraz jak wyjeżdżam wcześniej to nie muszę czekać godzinę na przesiadke tylko 25 minut. Bilety mam już kupione wiec pozostaje mi tylko odliczac dni i się spakować

Nie mogę się doczekać momentu kiedy wysiądę na dworcu i będę na niego czekać aż przyjedzie Rzucę się mu w ramiona i na chwilę zapomnę o całym świecie. Później pojedziemy do domu i będę chłonąć każda sekundę bardzo bardzo położę się na łóżku i świata poza Nim nie bede widzieć aż się rozmarzyłam za 8 dni o tej porze (bo godzinowo jeszcze 8) będę już z nim leżała nie mogę się doczekać
 

 
Zostało do mojej kolejnej randki z NIM strasznie na to czekam, bo strasznie za nim tęsknię. Byłam dziś na zakupach przy okazji dnia wolnego. Straciłam trochę hajsu. Jutro idę do pracy na 9 i tak do końca tygodnia. Później tylko z górki 2 tygodnie i łiiiiiii URLOP
http://b1.pinger.pl/40e5fd1d578cf023dbf1b1fa0159ff4b/20160520_191935.jpg
 

 
Za 21 dni znów będziemy razem Czekam na to tak bardzo. Uwielbiam ten moment kiedy wychodzę z autobusu i czekam aż przyjedzie. Jedziemy do niego, rzucam wszystko w kąt i jestem tylko jego a on tylko mój i wszystko wtedy tak ładnie pachnie i łóżko jest takie mięciutkie nie myślę wtedy o niczym tylko chłonę ten czas, te chwile ulotne... Noc wtedy szybko mija. Patrzymy na zegarek, czujemy się jakby minęło 20 minut a tu już 6 dochodzi nad ranem. Idziemy w końcu spać, budzimy się późno późno wstajemy na obiad, który jemy na kolację. Jest cudownie.
EDYCJA: Postanowiłam napisać coś jeszcze. W pracy troszkę się uspokoiło, a może to tylko takie głupie wrażenie, bo nie ma żadnych świąt i nie ma takiego młynu jak przed świętami. Dużo osób rzuca l4.Najgorsze jest to, że żadna z tych osób tak naprawdę nie jest chora. Brakuje rąk do pracy. Czasem jest naprawdę ciężko, ale nie poddajemy się. Jutro mam wolne. W poniedziałek czeka mnie pobudka o 3:30. Ostatnio spałam tylko godzinę przed tą zmianą. Nie było mi ciężko wstać lecz gdy przyszła mniej więcej godzina 8 zaczęłam odczuwać mega zmęczenie. Przyszłam do domu i przespałam całe popołudnie.

 

 
Leżę i konam wręcz... Mam tak okropną ochotę na Niego. Boże dlaczego jest tak daleko... Ubolewam strasznie.
Jutro idę do pracy. Wolałabym jechać do Niego i zapomnieć o tym syfie tutaj. Ale niestety tak się nie da. No dobra, jakby się uprzeć to da się, ale nie mogę tak. Kurwa nie wiem co już robić... Grać, spać czy co robić. Nie wiem kurwa nic. Moja irytacja odkąd wróciłam od Niego i tkwie w tym bałaganie sięga zenitu.

Cierpliwość dziś w cenie.
 

 
Wspominam stare "dobre" czasy. 2005 rok, gimbaza. Nie było lekko, ale jakoś to było.

Powiem Wam, że jestem zmęczona życiem. Z każdym dniem mam coraz większą ochotę rzucić pracę. Jutro muszę wstać o 3:30... Kurwa jak mi się chce. Sobotę mam podobno wolną. Kurwa kurwa kurwa kurwa. Niech to wszystko spłonie!
 

 
Nie mam siły na nic. Wszystko się zmienia NA GORSZE. Teraz jak mam na rano do pracy muszę wstać o 3:30. Super... Już mam dość tego wszystkiego. Kurwa ręce opadają. Co za syf.
 

 
Codzienność mnie przeraża i przerasta. Jadąc do ukochanego pisałam Wam, że zostawiam za sobą niezły syf, o czym zobowiązałam sie napisać po powrocie. Z wiadomych względów nie mogę powiedzieć dokładnie o co chodzi, ale nakreśle sytuację. Pisałam kiedyś, że zmieniamy siedzibę firmy. Termin był bliżej nieokreślony, ale koniec końców stalo sie - nadszedł ten dzień. Fukcjonujemy dalej tylko pod nowym adresem, w nowym budynku, większym. Doszło nam wiele nowych obowiązków jak i pewnie klientów. To drugie raczej powinno Nas cieszyć, bo warunkiem Naszego istnienia jest istnienie klientów. Oprócz tego doszło tez kilkoro nowych pracowników. Ale i tak jest nas za mało. Krótko mówiąc radzimy sobie, ale z dużym poślizgiem czasowym, Co skutkuje nadgodzinami, o których "góra" nie chce nic słyszeć.
Jestem przerażona tym co sie teraz u Nas dzieje, ale też nie chce siać paniki itd. Rozumiem że przez najbliższe kilka tygodni bedzie panował wielki boom, bo przecież "nowe" i w ogóle. Daje czas sobie i innym na uspokojenie się sytuacji. Boję się co będzie jeżeli to nie nastąpi...
 

 
To był piękny tydzień. Wczoraj przed 23 wróciłam. Mimo, że nie minęła nawet doba odkąd Go nie widzę to strasznie za Nim tęsknię znowu będę potrzebowała czasu żeby wrócić do "normalności". Wiem, że będzie ciężko. Chciałabym następny urlop na lipiec ogarnąć, ale czy się uda? Coraz bardziej zbliżamy się do siebie. Jest super, jestem szczęśliwa.

Idę zaraz do pracy. Z jednej strony mi się nie chce, ale z drugiej przynajmniej się czymś zajmę i nie będę tyle myśleć. Jutro wolne. Co ja będę robić? Chyba zwariuję. Odkryłam nowe połączenia z miejscowością mojego ukochanego muszę je dokładnie zbadać nie muszę tym razem jechać przez Warszawę. Może uda mi sie na głupie 2 dni tam kiedyś pojechać i zrobić mu niespodziankę byłoby ekstra
 

 
Będę już u niego pisze do was z podróży. Tak się cieszę że wreszcie doczekałam tego dnia zostawiam za sobą cały ten syf - a wierzcie mi jest co zostawiać napisze o tym po powrocie. Tymczasem jadę dalej, widzimy się w niedalekiej przyszłości
 

 
Więc go nazwę bez sensu. Za niespełna 5 dni widzę się z moim ukochanym już nie mogę się doczekać. Tęsknię za nim strasznie. Co do mojego zdrowia, to jest już lepiej i wszystko zmierza ku lepszemu. Mam teraz dużo wolnego. Do pracy idę dopiero w czwartek. Pisałam wcześniej, że boję się pewnego chaosu związanego z moją pracą, ale muszę powiedzieć, że akurat tak się złożyło, że największy rozgardiasz mnie ominie

Na razie znikam może odezwę się jeszcze przed wyjazdem, a jeśli nie to postaram się napisać w trakcie
 

 
Eh... Wróciłam z pracy po 12h i czułam się mniej niz przeciętnie. Poszłam spać, ale obudziłam się po jakiś 2 godzinach, bo miałam już sporą gorączkę. Zaczęła się więc gehenna. Do tego doszły bolące nerki. Płakałam z bólu. Dobrze, że po niedzieli miałam 2 dni wolne i jakoś wróciłam do żywych. Co prawda jeszcze trochę brakuje mi do pełnej świetności, ale już jest dobrze.
Czas zmiany lokalizacji mojego miejsca pracy zbliża się wielkimi krokami. PRZERAŻA MNIE TO. Jak pomyślę sobie o tych dzikim stadzie (bo inaczej nie da się ich nazwać) ludzi, to ogarnia mnie strach. Mam nadzieję, że uda mi się w tym albo nie uczestniczyć albo odbędzie się to po moim urlopie. A niech tylko ktoś mądry wpadnie na pomysł żeby mi ten urlop zabrać, to chyba zabiję. To tyle na dzisiaj, co by sobie zbytnio ciśnienia nie podnosić. Si ju lejter.
 

 

Yo!

Padam na twarz. Jeszcze na domiar złego jutro ide do pracy na 12h. Ale trudno. Jedna niedziela w miesiącu. Można? Można. Przeżyje. Za 14 dni o tej porze będę popylac już do niego będę pewnie jakieś 80 KM od niego Tak bardzo czekam.


Korzystając z okazji chciałabym pozdrowić bardzo serdecznie wszystkie stare baby, którym chyba brakuje kominiarza i wyladowuja swoje frustracje na mnie. Uwielbiam to Jeszcze jeden incydent i zacznę o Was pisać na piekielnych. POZDRO 600.
>
 

 

No!

To zostało niespełna 21 dni I jadę Wszystko już ustalone. Mam nadzieję tylko, że zdążę się przesiąść z pociągu do autobusu. Mam 25 minut. Muszę dojść 500 metrów. Jeśli pociąg będzie miał poślizg to i ja będę go miała. W dodatku nowe miejsce... Bartku mam nadzieję, że nie zapomnisz o mnie!
Jutro wolne, więc odpoczywam. Praktycznie ostatni tydzień, a mianowicie popołudnia - przesypiam. Wstaję o 4 rano codziennie, więc jak już wracam z pracy i znajdę TEN moment, żeby sobie odpocząć - to już jest koniec. Nie pomaga mi nic. Śpię. Ponadto popylam codziennie rowerem 7 km, bo mi fura nawaliła i muszę ją oddać do mechanika. Cały czas wydatki, wydatki, wydatki... A miałam odkładać
Kończąc wpis, dodam coś iście śmiesznego, czego nie mogę się wyzbyć z głowy xD